sobota, 20 stycznia 2018

Grażyna Jagielska- "Ona wraca na dobre"

Czytanie prozy Jagielskiej to dla mnie przeglądanie się w studni. Zajęcie trochę kuszące, a bardziej niebezpieczne. Wraca przestroga z dzieciństwa- wciągną cię topielce... Czytam i mam poczucie, że gdzieś ucieka mi życiodajny tlen i muszę się mocno postarać, by go odzyskać.

Nie odnajduję tu potwierdzenia, że autorka- bohaterka i jej przyjaciółka Ewa wróciły na dobre. W związku z tym nie mam pewności, że z choroby psychicznej można wyjść bez szwanku i zacząć na powrót żyć własnym życiem. Może o to chodzi- nie da się wejść w te same buty, bo wciąż będą uwierać i odnawiać stare rany?
Monotematyczność Ewy skupionej na odtwarzaniu dnia, który był kontynuacją jej traumy, odważne wyjście Grażyny naprzeciw marzeniom, to ich sposoby na walkę czy ucieczkę? Nie umiem tego ocenić.. Przeraża mnie jednak świadomość jak krucha jest granica wytrzymałości człowieka wobec problemu czy zdarzenia, na które często nie ma żadnego wpływu i jak ogromna jest bezwzględna dwutorowość świata, który nie zważając na nic będzie biegł dalej obok i nigdy się nie zatrzyma.

Kwintesencją tej książki, w której fabuła jest w zasadzie tylko tłem procesu myślowego, jest zdanie:
"Życie w zgodzie ze sobą to skomplikowana sprawa. Wymaga dokonania zmian, które prawie zawsze są bolesne i budzą strach. Lęk przed zmianą i tym, co przyniesie, jest tak silny, że życie w niezgodzie ze sobą już wcale nie wydaje się takie złe, przeciwnie- wydaje się do zniesienia. Byłam dobrze zabezpieczona przed koniecznością dokonania zmiany w życiu, jak zresztą większość ludzi. Potrafiłam powiedzieć z dużą precyzją, dlaczego nie mogę jej przeprowadzić."

Zaglądam w siebie i widzę dużo więcej niż chciałabym zobaczyć. Jagielska pozostawia we mnie niepokój.