wtorek, 20 września 2016

Karkonosze

pośród chmur
wiatr szepcze
milion cudnych zaklęć

gdy w trudzie 
kamienie odliczam stopami
mgła czaruje horyzont
zapach igieł i kawy

bliżej nieba
gdy tylko ciężki plecak
troski opadły po drodze
jak krople potu

jestem sokołem
wolność mi w skrzydłach gra 
wznosi ponad ziemię
nic mnie teraz nie zrani

Czasem jeszcze piszę...

mój świat
to barwy w głowie
kradziona chwila ciszy

wspomnienie ubrane w zapach
ulotność nieuchwytna

praca, że grabieją ręce
bieg do utraty tchu
wachlarz słów, których nie usłyszysz

pogubione ścieżki
zadeptane ślady

ciągle bijące 
wrażliwe serce
pod zmęczonym, zgarbionym grzbietem

i czasem jeszcze zachwyt
błysk olśnienie
ciągle jeszcze drgam
jak poruszona struna
jestem miłością
próbuję
to opisać

wtorek, 15 marca 2016

Początek

A kiedyś, dawno dawno temu było tak....

*początek*
tak naprawdę nie zdarzyło się nic
gdy do siebie dobiegły nam dusze
tylko trochę pojaśniało niebo
właśnie padał śnieg
na biało pomalował dachy

w tej samej jednostce czasoprzestrzeni
losowo wyznaczony kurs
zakończony precyzyjnym zderzeniem

na wpół do wieczności
o krok od nieistnienia
w jeden kadr schwytani
do barwy sepii jeszcze nam daleko

Sen o fatamorganie

czy jeszcze
moje kalekie ciało
zatętni cudem życia
po tkankach jak po murze
wespniesz się
blisko, ciasno

w galopie przystanę
z dłonią pełną ciepła
dotknę cię
przez skórę
pogłaszczę

tak się boję
że jest już za późno
serce na wskroś gorzkie
powódź stulecia uniosła
ubywa wiary
kropla po kropli  
spływa w nieurodzajną glebę

niedziela, 13 marca 2016

Weno patronko gwiazd

płyną ze mnie wiersze
oplecione trwogą
gnają wzdłuż palców
łkają
smutkiem chwalebne
zagrałyby fioletem
gdybyś mógł je zobaczyć
przykre ich twarze
uwierają szepczą
sączą się 
jak krew gorzkie

a ja trzymam się życia pięściami
nie wypuszczę z rąk
choć ciąży w dół
 spadaniem
wiruje
kołuje
lekko ciężko w dół
na złamanie
na zamknięcie


w poświacie gwiazd 
kiedyś pojmę
cel

Schody

kręte schody
wspinamy się
wspi-na-my
cios za ciosem
krok za krokiem
w szumie wiatru nie słychać kołysanki
krople łez jak żywica przywarły
 
idziemy
w górę
niejasny cel zaledwie majaczy
wiara jest
z nieprzemakalnych liter
 
długa ta podróż
niepewna
a nie zawrócisz z drogi
goniąc drugi koniec tęczy
dopóki jestem śpij
odpocznij
 
kiedyś
 chciałabym wiedzieć  
że wszystko
zwyczajnie miało sens 
że to nie  głupi ślepy
 ukierunkowany traf
w nadwrażliwość

sobota, 12 marca 2016

***

najtrudniej
gdy spotkasz zwyczajne życie
nieświadome
naiwnie pewne siebie
jak w pękniętym lustrze
z odłamkiem w kamieniu co niegdyś był sercem
tak wyraźnie tak ostro
czujesz jego smak 
oranżada z dziecinnych lat
ta lekkość już nie wróci
uleciała z wiatrem 
i z każdym rokiem 
szans zamykanych jak szuflady
opłakanych strat
nigdy nie pogrzebane marzenia
biedne nieloty
ze snem co o potędze 
tak trudno
tylko głową w dół
w kieliszek wina
w ciemny kąt
cicho tak
jak?
 nie ma odkupienia 
jak...

piątek, 22 stycznia 2016

Mitch Albom- Wtorki z Morriem.






Jak powstrzymać łzy płynące nieprzebraną rzeką, jak uspokoić dygot wzruszonego serca? Jakich klawiszy klawiatury dotknąć i jakie wybrać słowa, by wyrazić bezmiar tego co czuje wezbrane emocjami serce?

Oto opowieść dla której warto szukać i błądzić. Kierunkowskaz, drogowskaz, znak, przesłanie.
Choć niewielkich rozmiarów, nie może pomieścić życiowej mądrości, bo ulatuje ona z każdej strony. Tę książkę chłonie się jak tlen.

Broniłam się przed tym wszystkim- nieufna, wroga amerykańskiej filozofii keep smiling...Myślałam, że właśnie taki głodny kawałek zaserwuje mi Albom. Jakże się myliłam.

Spotkanie z profesorem Morriem jest jak duchowa strawa, która dodaje sił ciału i umysłowi. Jak gwiazda wskazująca drogę do domu. Autor nie używa wielkich słów. Wszystko co najprostsze najtrudniej jest wyrazić, ale jemu się udało:
"Okazujcie współczucie- szepnął Morrie.- I przyjmijcie na siebie odpowiedzialność za innych. Gdybyśmy tylko przestrzegali tych zasad, świat byłby lepszy.- Złapał oddech, po czym dorzucił swoją mantrę: -Bez miłości zginiecie."

I ja spotkałam Kogoś, kto był dla mnie takim nauczycielem, dobrym aniołem.. Zrozumiałam to zanim odeszła, choć nigdy nie zdążyłam Jej powiedzieć, jak jest dla mnie ważna i jak bardzo Ją kocham. Myślę, że wiedziała. Moja dobra Ciocia Alinka :)

Morie pokazuje jak mądrze odchodzić, jak pogodzić się ze śmiercią, łagodzi lęki skrywane najgłębiej. Posłuchajcie Go... To autentyczna historia.

Żaden myślący człowiek nie powinien pominąć tej książki!